| 28
maj 2005r. - sobota
Po śniadaniu
posiedzieliśmy na balkonie, popijając kawę, rozkoszując się widokiem
morza i chłodną bryzą. Przed południem wyruszyliśmy spacerem wzdłuż
plaży w prawo, w stronę Afionas. Po prawie półgodzinnym
spacerze do końca plaży skręciliśmy w prawo, w głąb lądu na wspinającą
się w górę, znaną nam już drogę do Afionas. Wspięliśmy się
do miasteczka i dotarliśmy do restauracji Dionizos. Pora była obiadowa,
więc zdecydowaliśmy się na postój i posiłek na widokowym
tarasie tej restauracji. Z karty dań, oferującej różnorodne
przysmaki wybraliśmy bekrimeze
- grilowaną wieprzowinę w sosie z grzybami, czarnymi oliwkami i
roztopionym kawałkiem żółtego sera. Do tego podano nam ryż,
frytki i pieczywo. Ucztowaliśmy przy piwie prawie godzinę, pałaszując
wyśmienity obiad i podziwiając roztaczający się z tarasu widok na
zatokę Agios Georgios w całej krasie. Widok był zachwycający, żal było
odchodzić.
Posileni wyruszyliśmy
w dalszą drogę. Dotarliśmy szosą do cmentarza w Afionas, minęliśmy
cmentarz, po czym skręciliśmy z głównej drogi w lewo,
schodząc w dół prowadzącym wśród drzew szlakiem
do Arillas. Po drodze podziwialiśmy wyłaniające się raz po raz zza
drzew delikatnie falujące morze. Po zejścia szlakiem ze wzniesienia, na
którym położone jest Afionas wyszliśmy na szosę wiodącą do
Arillas już przy pierwszych zabudowaniach. Jeszcze kilkadziesiąt
metrów i mijaliśmy kolorowe budynki apartamentów
dla turystów aż dotarliśmy do morza.
W typowo turystycznej,
nadbrzeżnej części niewielkiej miejscowości Arillas naszą uwagę
oprócz typowych greckich restauracji zwróciło
coś, czego nie było w Agios Georgios: tawerny, oferujące bezpłatne
baseny z leżakami i parasolami. Do wstąpienia zachęcały wystawionym
przy wejściu menu, prześcigały się w atrakcyjności urządzenia
basenów by przyciągnąć klientów. Nie ma tu
wielkich hoteli, ani dużego ruchu ulicznego. Piękne plaże, lazurowe
morze i okolica zachęcająca do spacerów sprawiły, że
miejscowość bardzo nam się spodobała. Postanowiliśmy w jednej z wyżej
wspomnianych restauracji z basenem nieco odpocząć po
wędrówce, wybraliśmy restaurację Mirage. Usiedliśmy przy
stoliku, w cieniu, zamówiliśmy piwo i odpoczęliśmy prawie
godzinę przy dźwiękach brytyjskiej z lat 60-tych i 70-tych. Stoliki
stały tuż przy basenie, nad którym przechodził mostek, w tle
szumiało morze, a po lewej stronie, wysoko w oddali na
wzgórzu miasteczko Afionas, do którego niebawem
mieliśmy wrócić.
Upał powoli zelżał,
więc wybraliśmy się w drogę powrotną. By dotrzeć do naszych
apartamentów musieliśmy się wspiąć do Afionas, potem zejść
do Agios Georgios. Tym razem, by nie wracać tą samą drogą wybraliśmy
trasę wiodącą do Afionas szosą. Oddalając się od morza mijaliśmy
kolorowe budynki apartamentów, wchodząc w górę w
głąb lądu apartamentów było coraz mniej. Wkrótce
szliśmy przez tereny, gdzie zabudowań było niewiele, a te,
które mijaliśmy zamieszkałe były przez
mieszkańców wyspy. Mijaliśmy ich pola, pasące się
gdzie nie gdzie kozy. Taki spacer pozwala zobaczyć warunki, w jakich
żyją
ci mieszkańcy, którzy nie utrzymują się z turystyki, lecz
uprawy roli, drzew oliwnych i hodowli zwierząt.
Dość zmęczeni
wspinaczką z ulgą dostrzegliśmy znak informujący, że już dotarliśmy do
Afionas, ale nim doszliśmy do znanych nam już miejsc w tym miasteczku
przeszliśmy jeszcze spory kawał drogi. Gdy zobaczyliśmy miejsce, gdzie
droga w kierunku Agios Georgios skręca w lewo, wiedzieliśmy, że to
koniec wspinaczki. Droga z Afionas do Agios Georgios wiodła w
dół, a widoki, jakie rozpościerały się w dole były śliczne:
zieleń roślinności, w tle lazur morza. Pokonując ostatni fragment
drogi, prowadzący wzdłuż plaży w Agios Georgios wymienialiśmy wrażenia
z wędrówki.
Po powrocie jak zwykle
ugasiliśmy pragnienie w restauracji Rainbow, gdzie właścicielka
przyrządza pyszną kawę mrożoną - frappe,
z mlekiem i cukrem.
Wieczorem, jak zwykle
udaliśmy się na spacer nad morze.
|